Gdy poszłam odwiedzić Kiarę, zastałam tylko Blue.
- Witaj Blue. Gdzie jest Twoja mama? – Spytałam.
- Nie wiem. Obudziłam się i jej nie było, ale podejrzewam, że poszła polować. – Odparła.
- Dobrze, więc zostanę z Tobą i razem na nią poczekamy.
Po około dziesięciu minutach wróciła Kiara z jakimś tygrysem.
- O, witaj Gracjo! Poznaj Oriona, od tej chwili należy do stada. – Zawołała Kiara.
- W-w-witaj Orion, jestem Gracja. – Onieśmieliło mnie jego spojrzenie.
- Witaj Gracjo, bardzo miło mi Cię poznać. – Uśmiechnął się.
- Mnie również. – Odrzekłam.
- Może pójdziemy zapolować? – Zaproponował samiec.
Zgodziłyśmy się.
Po udanym polowaniu zaczęliśmy się ścigać.
Przegrany miał upolować coś na deser dla zwycięzcy.
Kiedy byłam prawie u celu potknęłam się i upadłam na Oriona – zrobiło się niezręcznie.
- Bardzo przepraszam! – Zakłopotałam się.
- Hah. Spokojnie, nic się nie stało. – Roześmiał się. (Widocznie go rozbawiłam.)
Kiedy pomógł mi otrzepać futro z pyłu, Kiara zdążyła dobiec do wyznaczonej mety.
- Wygrałam! Upolujecie mi zajączka. – Uradowała się.
Kiedy upolowałam jej tego zająca, pożegnałam się z nimi i pobiegłam szybko do domu.
„Ale wstyd! Zamiast zrobić na nim dobre wrażenie, tylko go rozśmieszyłam i pewnie uważa mnie teraz za niezdarę!” – Pomyślałam. -
„Szkoda, bo nawet fajny jest.”
Po (nie)udanym dniu trudno było mi się uspokoić, ale Sholira mnie pocieszyła. Zauważyłam, że trochę przytyła, ale tylko się uśmiechnęłam i zaczęłam myśleć nad zmianą jej imienia.
<Przepraszam, że długo mnie nie było, ale miałam szlaban.>