- Pewnie. - odparłem. - Miałem zamiar cie o to zapytać.
Uśmiechnęła się.
- Za chwilę wracam.
Wystartowałem i poleciałem szukać czegoś do jedzenia. Latałem nad terytorium ale nic nie przykuło mojej uwagi. W pewnym momencie zobaczyłem gryfa trochę większego od siebie. Postanowiłem go upolować. Stałem się niewidzialny i jak najciszej podleciałem do niego od tyłu. Gdy byłem już niedaleko odwrócił łeb w moją stronę. Zastygłem w bezruchu. Tylko skrzydłami lekko machałem aby nie spaść. Stwór chwilę się porozglądał i ruszył dalej. Tym razem podleciałem jeszcze ciszej. Kiedy miałem jego łeb na wyciągnięcie łapy użyłem swoich pazurów. Może za niecałą minutę gryf już nie żył. Upadł na ziemie. Podleciałem do niego i wziąłem go na kark, bo ani w łapach ani w pysku bym go nie udźwignął. Ruszyłem w stronę domu Sabriny. Czekała na mnie przed wejściem. Siedziała tam razem z już obudzoną Sorui. Przypomniałem sobie, że nadal jestem niewidzialny. Gdy już było mnie widać zacząłem zlatywać na ziemie. Kiedy wylądowałem, zrzuciłem zdobycz na ziemię. Partnerka gdy tylko zobaczyła gryfa, którego upolowałem zrobiła wielkie oczy.
- Proszę, to dla nas na śniadanie. - powiedziałem z uśmiechem.
<Sabrino? Może być takie śniadanko? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz