sobota, 11 maja 2013

Od Orlando do Kiary

Zjedliśmy romantyczne śniadanie i oglądaliśmy wschód słońca. delikatnie zbliżyłem się do Kiary i pocałowałem ją. Lwica uśmiechnęła się.  W tym wianku wyglądała jak anioł, tylko brakowało skrzydeł. Nagle zaczęło padać i urwałem wielkiego liścia, który był jak parasol i poszliśmy do pobliskiej jaskini. Płynął tam mały strumyk. Z wody utworzyłem serduszko i zamroziłem je. Podarowałem je jej.
-Podoba się?  - zapytałem
Lwica skinęła głową. Przestało padać. Motyle zaczęły latać. Byłem na prawdę zakochany. Nagle coś pojawiło się na horyzoncie. To była hydra! Warknąłem. Hydra była agresywnie nastawiona. Zaatakowała Kiarę, lecz odepchnąłem tygrysicę w ostatniej chwili. Miałem ranną tylną łapę, ale ból mi nie przeszkadzał. Miałem przed sobą gigantycznego stwora. Zmieniłem się w wilka. Teraz byłem mniejszy i zwinniejszy.   Gdy skoczyłem na hydrę ta złapała mnie za kark i rzuciła o skały. Mimo ciężkich ran nie poddałem się i ugryzłem dwugłowego potwora w jedną z szyi. Miał teraz jedną głowę, gdyż ta zanikła. Nie miałem już sił. Dalej walczyłem. Gdy ja ją ugryzłem, ta mnie uderzyła. Nie chciałem, aby Kiarze coś się stało i blokowałem ją przy każdej próbie pomocy mi. Nagle bestia przygniotła mnie i rzuciła do kotliny gdzie płynęła rzeka. Kiara pobiegła za mną i uratowała mnie. Wtedy leżałem ledwo żywy.
- Nic ci nie jest? - zapytałem.
- Mi nic, ale ty zdurniałeś?! - krzyknęła. - Mogłeś zginąć!
- Wtedy byłbym duchem tygrysa. - Kiara zrobiła wielkie oczy, ale już zrozumiała o co chodzi, aj dbam o nią i nie chciałem, aby ona ucierpiała na tym.

<<Kiara, teraz jest długie>>

Polecam do słuchania podczas czytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz