wtorek, 28 maja 2013

Od Gracji

Dzisiejszy ranek był paskudny, ponieważ padał deszcz.
Nie chciało mi się wstawać, ale przecież musiałam coś przekąsić..
Kiedy wyjrzałam ze środka szałasu, zauważyłam dorodną, grubą sarnę przy jeziorku.
Pomyślałam: „Ale mam szczęście, co za okaz!”
Natychmiast wyskoczyłam i mocnym zaciśnięciem szczęk zabiłam sarnę w mgnieniu oka. Zaciągnęłam zdobycz pod drzewo, żeby nie padało na mnie i zaczęłam jeść. Po krótkim czasie zauważyłam dziwne, małe zwierzę skradające się do mnie. Zwierzątko wyszło z cienia i zaczęło się na mnie patrzeć.  – Było urocze, natychmiast się w nim zakochałam i pozwoliłam mu zjeść razem ze mną. Kiedy nasze brzuchy były napełnione, przyjrzałam się uważniej temu małemu ciałku.
*Jego sierść była piękna, błyszcząca i brązowa. Ciałko wydłużone, pyszczek długi i wypełniony ostrymi ząbkami, a po obu stronach głowy przyklejone były małe, czarne oczka.* - Po „zidentyfikowaniu” zwierzątka, wiedziałam, że to jest norka amerykańska! Ale skąd się tu wzięła? - Tego nie wiem.
Nagle zwierzę wtuliło się we mnie – poczułam jak budzi się we mnie instynkt macierzyński, wzięłam ją delikatnie w pysk – (trochę zaczęła piszczeć, ale to pewnie strach przed nieznajomym) i zaniosłam do szałasu. Po krótkim namyśle nazwałam ją Sholira, a następnie przykryłam kołdrą, bo była zziębnięta i tak stała się moim „tygrysiątkiem”.


(Dodałam moją ulubienicę do Przyjaciół stada : ) )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz