Leciałam,jak zawsze ze tą samą miną ponurą,a jednocześnie wesołą.Miałam mieszane uczucia byłam zła a jednocześnie smutna...Leciałam ostatkami śił po męczoncej walce...walce z ludzimi.
Zabili moje stado...Stado w którym było idealnie, po prostu idealnie.
Tak bym chciała nie zaczynać od zera...Spadłam z lotu, ale na szczęście na mięką trawę. Ktoś mnie zawoał...Ale ja zemdlałam i obudziłam się przy innym tygrysie...
<kto mnie uratował?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz