- Dziękuję - powiedziałam
- Nie ma sprawy - oznajmił
- Jak to nie ma? Uratowałeś mi przecież życie! - krzyknęłam
- No może masz rację, a teraz chodźmy.
- Gdzie?
- Do domu, jest już późno.
- Racja.
Samiec próbował się podnieść, ale średnio mu to wychodziło.
- W porządku?
- Tak, pewnie, tylko boli mnie łapa.
- Zaczekaj chwilę, zaraz wrócę.
Pobiegłam czym prędzej po liście magicznego drzewa "Goldo" które podobno uleczają.
Po kilku minutach wróciłam gotowa do zrobienia opatrunku.
Najpierw zamoczyłam jego łapę w krystalicznej wodzie, następnie owinęłam ją liśćmi i zawiązałam lianą.
Widać było na jego pyszczku ulgę.
- Dzięki, a teraz możemy już wracać? - zapytał|
- Tak, wracajmy. Jestem już zmęczona.
Ruszyliśmy przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz